Rzecz o stosunku większości z nas do fachowej pomocy inżynierskiej.

Kiedy postanawiamy zostać inwestorem i rozpocząć budowę własnego domu jednorodzinnego, dużo czasu i wysiłku zajmuje nam wybór ekip budowlanych ale niewiele uwagi przywiązujemy do tego kto będzie nimi kierował. Prawo budowlane definiuje obowiązki osób zaangażowanych w projektowanie i realizację budowy całkiem jasno. Projektant ma zaprojektować i wyjaśniać wątpliwości w ramach nadzoru autorskiego, Kierownik odpowiada za jakość wykonania prac i użytych materiałów, a Inspektor Nadzoru ma na zlecenie Inwestora dopilnować całości, nie wyłączając finansów. Tyle prawo budowlane bo kilkunastoletnie doświadczenie na budowach, z których gro stanowią domy jednorodzinne pokazuje, że scenariusz postępu prac budowlanych bywa zupełnie inny.

    Projektant czyli darmozjad. 

Inwestor Indywidualny unika projektanta jak i kiedy tylko może. O większości mając opinię jak o wyrobnikach, których usługi (w możliwie najskromniejszym zakresie, a więc tylko projekt budowlany) są mu potrzebne do zdobycia pozwolenia na budowę. Projektu wykonawczego, który stanowić ma uszczegółowienie i rozwinięcie projektu budowlanego, praktycznie się nie zleca. Zazwyczaj więc na ogólnym i minimalistycznym projekcie budowlanym kończy się rola projektanta budynku jednorodzinnego.

    Kierownik budowy i wpis w dzienniku.

Kiedy rozpoczyna się już samo budowanie Kierownik Budowy otrzymał projekt budowlany od Inwestora wraz z uwagą, że „Projektant ogólnie był bez pojęcia ale i tak będzie budowane inaczej niż w projekcie”. W tym czasie improwizacja na budowie nabiera tempa. Kierownik dobrze już wie że on sam nie będzie tam potrzebny, a Inwestora interesuję wyłącznie jego pieczątka i podpis w dzienniku budowy. Kasuje minimalne wynagrodzenie za minimalną pracę, przejmując na siebie wielkie ryzyko jak komuś coś się stanie na budowie i (…) czeka na telefon.

    Inspektor nadzoru czyli ktoś kogo nie ma. 

Funkcja inspektora nadzoru w praktyce nie jest wykonywana ponieważ Inwestor nikogo na to miejsce nie powoła. Nie posiadając fachowej wiedzy podejmuje decyzję w różnych technicznych sprawach, wyrokując ostatecznie, że „może on się na tym nie zna ale Tak to ma być” i już. Jak mu się, w przypływie euforii, wydaje szybko nadrobił zaległości i już po miesiącu wie tyle co inżynierowie z wieloletnią praktyką. Nabiera w ten sposób animuszu oszukując innych i samego siebie przy okazji. Koordynacja prac między różnymi ekipami odbywa się zwykle na telefon a doświadczenie budowniczego zastępują znajomi Inwestora, wśród których zrobił sondaż czy aby na pewno „Tak to się robi”. Określenie „Tak jak się to robi” rośnie przy okazji do roli cepa, którym każda ze stron fechtuje teraz bez ograniczeń. Inwestor używa go przy prezentowaniu wykonawcom swoich racji, a wykonawcy tłumacząc się z nędznej jakości prac. Efekt najczęściej bywa żenujący.

    Inwestor czyli „omnibus”, władza i ignorancja nieuświadomiona. 

Po przejęciu roli Inspektora Nadzoru, uprzejmym pożegnaniu, przynajmniej do czasu kiedy będzie trzeba coś podpisać, Kierownika Budowy oraz rozstaniu się z Projektantem, Inwestor Indywidualny zostaje sam ze swoim dziełem oraz ekipami, które tańczą jak im zagra. Korzystając z pełni władzy rozdziela pracę, nadzoruje wykonanie, kłóci się i przeklina przy odbiorze. Ogólnie idzie jak po grudzie, bo Inwestor buduje coś pierwszy raz w życiu więc ciężko mu o doświadczenie, o wiedzy inżynierskiej już nie wspominając, a ekipom wykonawczym zależy żeby jak najprędzej temat zamknąć i przejść na następną budowę.
Wreszcie, długo wyczekiwany moment. Radość przez skrywane łzy, bo to co miało być wymarzonym domem w wielu miejscach nadaje się do remontu, a niekiedy nawet do rozpoczęcia budowy od nowa. Wszakże nie od wczoraj funkcjonuje powiedzenie że „Pierwszy dom buduje się dla wroga (…)”
Inwestor nie traci jednak rezonu i opowiada swym znajomym (przyszłym Inwestorom) jaką górę pieniędzy zaoszczędził na tych wszelkiej maści projektantach, kierownikach i inspektorach, którzy „tak się ustawili”, że biorą pieniądze „za nic”. W atmosferze demagogicznych opowieści ogłupiani są kolejni Inwestorzy, którym na skutek perswazji zaczyna się wydawać że nikt tak dobrze jak oni sami to ich budowy nie poprowadzi.

    Bilans zysków i strat. 

Dom stoi, zamieszkany już od jakiegoś czasu, niedawno nawet udało się go odebrać. Jest sukces, a zarazem czas na konieczne poprawki i dokończenia. Okazało się bowiem, że to i tamto działa nie tak jak Inwestor sobie wcześniej zakładał. To jeszcze nic, bo w łazienkach czuć smród z kanalizacji, a zapach gotowanego jedzenia jest wszędzie, nawet w sypialniach. Pierwsza zimna weryfikuje jakość ocieplenia i szczelność budynku przeciw wiatrowi od północy. Na poddaszu bywa chłodniej niż w salonie, a kiedy na zewnątrz mocno wieje to ruszają się firanki. Po zimie, rachunek za ogrzewanie też wyższy od oczekiwań ale nie ma co marudzić przecież dom jest duży! Co do wielkości samego domu to po roku albo dwóch okaże się że w niektórych pomieszczeniach w ogóle się nie przebywa, ot graciarnia, a ogrzewać i wykończyć trzeba. Pieniądze już wydane i dalej płyną szerokim strumieniem. Latem dla odmiany upał. Żar przez wielkie, nieosłonięte okna od południa wnika do wnętrza. Przydała by się klimatyzacja? Znowu koszty i problem jak to teraz zrobić skoro wszystko już pomalowane. Krok po kroku Inwestor dochodzi do przekonania że ten dom jest do niczego i trzeba znowu zakasać rękawy i „coś postawić”. Dojrzewa do decyzji o zakupie nowej działki.

    Diagnoza. 

Dysponując już oglądem sytuacji wypada się zastanowić nad przyczynami takiego stanu rzeczy. Co sprawia, że pomimo obecności w prawie budowlanym takich fachowych funkcji jak Inspektor Nadzoru Inwestorskiego, Inwestorzy Indywidualni unikają ich jak ognia? Wśród możliwych przyczyn należało by wymienić:
a) cenę za nadzorowanie prac, której Inwestor woli uniknąć,
b) przekonanie Inwestora że on sam wie lepiej jak coś chce mieć zrobione,
c) nieuświadomiona ignorancja Inwestorów w sprawach techniki i praktyki budowlanej,
d) brak praktycznych przykładów korzystania z fachowych usług inżynierskich,
e) długoletnia tradycja budowania „własnym sumptem” przekazywana między pokoleniowo,

Omówienie każdego z wymienionych punktów wykroczyło by poza ramy, tej krótkiej syntezy lecz samo ich zestawienie pokazuje w jakim miejscu znajduje się obecnie praktyka budowania domów jednorodzinnych oraz na jakim poziomie pozostaje świadomość przeciętnego Inwestora Indywidualnego.

    Racjonalna perspektywa. 

Postulowanym sposobem poradzenia sobie z prowadzeniem budowy jest korzystanie z doświadczenia osób dysponujących właściwym przygotowaniem zawodowym, poprzez związanie ich z powstającym obiektem od projektu aż do końcowego oddania użytkownikowi. Takie długoterminowe związanie się z budową oraz odpowiedzialność za jakość prac i ich postęp, jest koniecznym warunkiem powodzenia całego przedsięwzięcia. Innymi słowy, trzeba zatrudnić wykwalifikowanego Budowniczego w roli Inwestora Zastępczego, który współtworzy obiekt wraz z projektantami, a póŸniej go wybuduje koordynując osobiście, na każdym etapie, przebieg prac. Taka osoba, dzięki wiedzy i doświadczeniu, będzie w stanie uniknąć wielu potknięć, które wynikają ze słabego rozeznania Inwestora Indywidualnego, jak również braku koordynacji przy pracy projektantów, a póŸniej wykonawców różnych branż. Budowniczy taki dokonuje wszelkich uzgodnień międzybranżowych, w imieniu Inwestora, organizując i przewodnicząc w naradach koordynacyjnych jest ponad to zawsze obecny na budowie.
Oczywiście nie za darmo. Specjaliście, którego nazwaliśmy roboczo Budowniczym, trzeba będzie za pracę zapłacić, jednakże poniesione w ten sposób nakłady są niewielkie w stosunku do kosztów budowy, co więcej odpłacą po wielokroć skróceniem czasu wykonania, bezproblemowym przekazaniem do użytkowania i uniknięciem kosztownych pomyłek.
Rola świadomego Inwestora powinna, moim zdaniem, polegać na określeniu, przy pomocy architekta, jaki budynek chciał by posiadać oraz zapewnieniu środków finansowych na realizację tego marzenia.

 

    Łyżka dziegciu.

W obecnej sytuacji na rynku budownictwa indywidualnego pomysł dobrowolnego i odpłatnego przekazania kompetencji i możliwości decydowania, a co za tym idzie odpowiedzialności, przez Inwestora na Budowniczego, wydaje się być zgoła utopijny. Potrzebna świadomości Inwestora co do własnej ignorancji technicznej, co jest już bardzo trudne, a jeszcze zaufania do wybranego i zatrudnionego przez siebie Budowniczego, to wydaje się już prawie niemożliwe. Z tego powodu każdy z uczestników obecnie realizowanego procesu budowlanego ogranicza się jedynie do wykonania swoich obowiązków za minimalne wynagrodzenie w adekwatnym zakresie i z taką samą jakością. Brakuje przy projektowaniu i w wykonawstwie kogoś kto będzie przez cały czas trwania budowy nadzorował i koordynował postęp prac w imieniu Inwestora, posiadając jednocześnie możliwość podejmowania decyzji i pełne jego zaufanie.

grudzień 2013

inż. Marcin Piekarski